Czekoladki z pieprzem
Jestem w trakcie przygotowania tomiku opowiadań z bloga “Czekoladki z pieprzem”. Poniżej znajdziecie fragmenty oraz linki do opublikowanych już tekstów. Całość, mam nadzieję, już niedługo w formie książki.
Faktura czy paragon
– Faktura czy paragon? – spytała, powoli rozpinając atłasową bluzkę.
Uniósł brwi ze zdziwienia. Różne rzeczy już w życiu widział i słyszał, ale tego jeszcze nie grali. Seks na fakturę? Czyżby w końcu państwo dojrzało niezłe źródło przychodu do budżetu? No, to byłby nie lada przewrót w kraju. W końcu narkotyki są opodatkowane od lat w niektórych państwach i nikomu to nie przeszkadza, to czemu by nie seks. Nie… to mało prawdopodobne, bo gdyby tak się stało, to on na pewno by o tym wiedział. Chociaż…
Siedemdziesiąt procent
– Co robisz czternastego? – Richi ledwo panował nad głosem.
– To co zwykle… – Miała nadzieję, że jakimś cudem uniknie tego tematu z Richim, skoro jasno dała do zrozumienia, że nie dołączy do jego groupies.
– Aha… czyli idziesz na randkę z jakimś przystojniakiem.
– Jaaasne – rzuciła cynicznie. – Zabiorę kota od rodziców, to będę miała się do kogo przytulić.
– A myślałem, że tylko ja będę pić do lustra.
– Nie mówiłam ci w zeszłym roku, że nie znoszę tego święta?
W końcu zdecydował się powiedzieć, o co mu chodziło.
– Chętnie zastąpię kota.
– Co?
– Przyjadę do ciebie z flaszką.
– Wolałabym tego uniknąć.
– Upicia się, czy mego towarzystwa?
– Na pewno upicia się, a co do ciebie… muszę się jeszcze zastanowić. – Nie dała rady powstrzymać się od śmiechu.
Odetchnął z ulgą, a po zakończeniu rozmowy zarezerwował hotel w White Hills na wszelki wypadek, gdyby Caroline rzeczywiście nie chciała jego towarzystwa.
Wciąż nie mógł zapomnieć o nocy z Kelly i późniejszych przemyśleniach. Bał się reakcji Caroline na prawdę, ale obiecał jej szczerość i wolał, żeby dowiedziała się od niego niż przypadkiem od kogoś z forum. No i przede wszystkim musiał się przekonać, co tak naprawdę czuł. Musiał ją znów zobaczyć, choćby to miał być ostatni raz.
Stanowisko
Andrzej właśnie opowiadał dowcip, który już znała, i do tego przekręcał istotne szczegóły, kompletnie zniekształcając puentę. Nie chciała tego słuchać, więc szybko dopiła wodę i ruszyła do baru po następną szklankę.
– Też zęby cię rozbolały od tego kawału?
Usłyszała tuż za plecami ciepły głos Krystiana. Odwróciła się i uśmiechnęła do kolegi.
– Można tak to ująć.
Zamilkła i czekała, aż barman do niej podejdzie.
– Czemu zamawiasz tylko wodę? Jesteś na odwyku? – Krystian przewiercał ją wzrokiem.
– To też można tak ująć. – Stanęła bokiem do chłopaka, bo nagle poczuła się skrępowana jego spojrzeniem. – Prowadzę – znów się uśmiechnęła, żeby go nie urazić. – Mogę prosić o więcej lodu. – Niespodziewana bliskość Krystiana wywołała falę gorąca.
(…)
Kiedy schodziła na parter oddać klucz do biura w portierni, dobiegły ją ożywione znajome głosy. Przystanęła na półpiętrze i chwile obserwowała dyskusję Mirka z Krystianem. Chłopak sypał pomysłami jak z rękawa, a Mirek mu wtórował. Była pewna, że jutro rano szef zjawi się w jej gabinecie i poruszy temat zmiany stanowiska Krystianowi. Nie chciała teraz do nich dołączyć, wciąż czuła się niezręcznie na samą myśl o szefowaniu chłopakowi. Postanowiła przeczekać jeszcze kilka minut w biurze, aż będzie mogła spokojnie zejść. Zawróciła energicznie na schodach i nagle zawyła z bólu. Nie trafiła obcasem na stopień i stopa wygięła się mocno do wewnątrz. Przewróciła się na ścianę dodatkowo uderzając głową w mur. Zanim się otrząsnęła, Krystian już był przy niej i szukał guza pod jej włosami.
(…)
Obudził ją zgrzyt zamka. Wyskoczyła z pościeli jak oparzona i odruchowo skierowała się do drzwi, zapominać o unieruchomionej stopie. Przytrzymując się ścian pokuśtykała wzdłuż przedpokoju, biorąc po drodze parasolkę. Oparła się o komodę i uniosła narzędzie nad głowę. W ostatniej chwili skierowała swój zamach w inną stronę, gdy za uchylonymi drzwiami zobaczyła ciemną czuprynę Krystiana.
– O matko, to ty… – Prawie się przewróciła, pochylając się za opadającą parasolką.
Chłopak błyskawicznie postawił zakupy i złapał Edytę za ramiona.
– Spodziewałaś się kogoś innego?
– Nie… – znów poczuła dreszcz pod dotykiem jego ciepłych dłoni. Nie chciała, żeby ją puścił, ale to zrobił, gdy tylko wróciła do pionu.
Bilet
Nałożyła najlepszą sukienkę, zrobiła mocny makijaż i spakowała torbę podróżną z najpotrzebniejszymi rzeczami. Miała już dosyć samotnych nocy i cichych dni obok, jak się jej do tej pory zdawało, najbliższej osoby. Ostatnio prawie już nie rozmawiali. Kiedy on wychodził do pracy, ona jeszcze spała, gdy wracał, ona zaczynała popołudniową zmianę. Zostawiali sobie liściki na lodówce, z każdym dniem coraz krótsze.
Za ostatnie pieniądze pojechała taksówką do najlepszego hotelu w mieście i wynajęła pokój. Wiedziała, że tutaj nie spotka żadnych znajomych. Zeszła do baru i zamówiła kolorowego drinka. Spojrzała w lustro nad kontuarem – nigdy wcześniej tak mocno się nie malowała i teraz miała wrażenie, że patrzy na obcą kobietę. Trochę ją to przeraziło, ale taki właśnie był zamiar.
Ostatni pociąg
Wysiedli z tramwaju i popędzili przez wiadukt nad torami. Pociąg już stał przy peronie. Wojtek nerwowo spojrzał na zegarek. Dwie minuty. Zdążą. Złapał oddech i pobiegł dalej. Nagle za sobą zamiast stukotu obcasów, usłyszał brzęk barierki. Baśka siedziała na mokrym, oblodzonym asfalcie z wykrzywioną stopą. Kiedy zawrócił w jej stronę, krzyknęła:
– Biegnij! Przytrzymaj konduktora! Dogonię cię! – Szybko zdjęła but i pokręciła stopą raz w jedną, raz w drugą stronę. – Biegnij!!! – Wstając widziała, jak Wojtek zbiegał na peron. – Szlag! Na pewno to odchoruję… – warknęła i zdjęła drugi but.
W samych skarpetkach, ale pewnym krokiem ruszyła do pociągu. Obserwowała kolegę, który kłócił się z konduktorem i pokazywał na nią ręką. Pobiegła wprost na nich.
– Zgłupiała pani? – Kolejarz machnął ręką na widok jej przemoczonych nóg.
– Lepsze to, niż siedzieć na dworcu do rana – uśmiechnęła się do mężczyzny, który dał znak do odjazdu.
***
– Jesteś stuknięta – powiedział Wojtek, gdy tylko zajęli wolny przedział. – Będziesz chora.
– A co miałam zostać sama na dworcu?
– Zostałbym z tobą.
Spojrzała zaskoczona.
– Przecież jutro rano musisz być w pracy.
– Daliby sobie radę jeden dzień beze mnie, a ty w nocy na stacji Łódź Fabryczna… wątpię. – Wrzucił swój bagaż na półkę i usiadł naprzeciw Baśki.
Zdziwiła się, kiedy jej plecak został na siedzeniu, a jeszcze bardziej, gdy położył jej stopy na swoich kolanach i zaczął ściągać skarpetki.
Zaufanie (cz. 3.)
Postawił oszronioną puszkę na stole.
– Przyda ci się coś na odstresowanie.
– Dzięki, nie trzeba. – Ledwo spojrzała na zimne piwo.
– A ja chętnie ochłonę. – Wziął puszkę i zaczepił paznokciem za zawleczkę. – Nie masz nic przeciwko? Wiesz, nie przywykłem do wykonywania anonimowych telefonów na pogotowie z jednorazowych numerów.
Kiedy otworzył napój, spojrzała na niego z obrzydzeniem. Wypił mały łyk, czekając na jej reakcję.
– Ja też nie. – Wbiła wzrok w blat stołu. – Naprawdę nie możesz sobie darować? – powiedziała z wyrzutem.
George sięgnął po szklankę i nalał jej połowę zawartości.
– Od tego się nie upijesz.
– Mówiłam już, że nie chcę – warknęła.
– Nigdy nie piję bez zagryzki. – Postawił salaterkę z żółtym serem pokrojonym w kostkę. Sięgnęła po przekąskę. – Przepraszam, musiałem sprawdzić.
– Co takiego? – Kawałek sera zatrzymał się tuż przed jej ustami.
Zaufanie (cz. 2.)
Kiedy rano zadzwoniła komórka, kobieta wyrwana z głębokiego snu, sięgnęła ręką do szafki nocnej i po omacku przeciągnęła placem po ekranie telefonu. Dłoń zawisła na brzegu łózka.
Nie chcę, nie chcę… to nie ma sensu… – kolejny dzień z rzędu to były jej pierwsze myśli, gdy dzwonił budzik. – Wytrzymaj jeszcze trochę i będziesz miała na kolejny bilet – powtarzała sobie, zanim wygrzebała się z pościeli. Lecz wciąż nie wiedziała dokąd…
Komórka zabrzęczała jeszcze raz. Wtedy uświadomiła sobie, że to nie budzik, tylko oczekujące połączenie. Zmusiła się do otworzenia jednego oka i wzięła telefon. Wielkie litery na wyświetlaczu pokazywały napis: George. Znów wyrzucała sobie, że pozwoliła mu wejść do mieszkania, że pozwoliła na wspólny dzień, że dała mu niepotrzebną nadzieję… Podniosła się na łokciu i spojrzała na spakowane kartony. Musi mu w końcu powiedzieć, że nie ma na co liczyć.
Zaufanie
– Chyba wcale nie chcę się dowiadywać, jak zachowujesz się po pijaku…
– Dlaczego? Liczyłem na to, że poznasz mnie w różnych okolicznościach.
– A powinnam? – rzuciła pytanie w przestrzeń i zdjęła kurtkę z krzesła. – Lubię twoją inteligencję, ale teraz poszła na daleki spacer.
– Nie przesadzaj, nie jest jeszcze tak źle…
– Nie chcę wiedzieć, jak jest gorzej. Do zobaczenia… kiedyś… – Zarzuciła kurtkę na plecy i wyszła.
Nie, nie mogę znów się pchać w takie bagno! – myśli krzyczały, podsuwając czarne scenariusze. Zacisnęła pięści i oparła się o ścianę, jeszcze na schodach klubu.
– I co, zostawisz mnie tu samego? – Wybiegł za nią ze środka.
Usłane różami
Jeszcze zanim otworzyła do końca drzwi, poczuła zapach róż. Zdziwiła się, bo zwykle róże mają bardzo delikatny aromat, wyczuwalny tak naprawdę po wsadzeniu nosa między płatki. A teraz zapach był naprawdę intensywny. Przez chwilę zastanowiła się, czy nie zapomniała o jakimś święcie, rocznicy, albo imieninach swego faceta. Ale nie… Wszystkie ważne daty były dość odległe. Może goście się zapowiedzieli i Tomek użył różanego płynu do sprzątania?
Weszła do środka i jak zwykłe najpierw zdjęła buty, a potem rzuciła torebkę na półkę pod lustrem. Zrobiła kilka kroków i syknęła z bólu.
– Co jest do…
– Niespodzianka! – Tomek wyskoczył radośnie z sypialni.
Powoli, ostrożnie przykucnęła i podniosła z podłogi to coś, co boleśnie ukuło ją w stopę. Zdziwiona patrzyła na piękną, czerwoną różę. Kiedy Tomek zapalił światło w korytarzu, zobaczyła, że kwiaty wypełniały całą jego powierzchnię, od wejścia aż do sypialni, a potem do łóżka.
– To naprawdę bolało – powiedziała w końcu
– Przepraszam, miały być bez kolców…
– No cóż… i tak będę musiała cię za to ukarać. – Przeszła do sypialni i sięgnęła po pejcz wiszący przy zagłówku.
27.VI.2017






