Inne

Ja nie dam rady?

 

Psssssst!

– Wreszcie fajrant! – Maniek rozkoszował się smakiem „Kormorana”. – Grzechu, co oni za maniany odwalają? – Przez otwarte drzwi szatni wskazał na taśmę produkcyjną.

– Masz jakąś paszę do tego piwka? – Grzesiek grzebał w torbie. – Cholera, głodny jestem. Jakie maniany? Co ty bredzisz?

– No to popatrz tylko. Różowy??? Co to w ogóle za kolor??? Teraz sobie tego gówna nie kupię. Jak ja się tym czymś pokażę na dzielni!!!

– Do dresów twojej żonki by pasowało. – Grzesiek wyrzucił pustą puszkę i sięgnął po następną.

– Weź nie… – Maniek machnął ręką i otworzył piwo. – Różowe BMW… W dupach się im poprzewracało!

– Nie denerwuj się, bo ci żyłka pęknie. – Grzesiek wziął nowe piwo. – To taki rebranding…

– Co kurwa?!

– Zmiana wizerunku, czy coś…

Maniek wykręcił puszkę, hamując złość. Wrócił do szatni i walnął pięścią w szafkę tak mocno, że otworzyły się drzwiczki obok. Z górnej półki uśmiechnęła się do niego flaszka whisky. Natychmiast odpowiedział na jej wezwanie. Pociągnął solidnie prosto z gwinta.

– Ej, daj trochę! – Pół zawartości zniknęło w ekspresowym tempie. – Czyje to?

Maniek wzruszył ramionami i znów się napił

– No i co ja teraz kupię?! Różowe!!! Bladź! – Odrzucił pustą butelkę i wyjął kolejne piwo.

– Pewnie jakieś zarządzenie unijne, albo inny chuj. Stary, nic nie poradzisz… Nie dasz rady na przepisy.

Maniek zawiesił się nad puszką.

– Co? Ja nie dam rady?! Potrzymaj mi piwo!

 

23.III.2017

 


 

Mruczące, czarne myśli: Twarożek

 

– Mrau! – Wyciągnięte, czarne łapki wsparły się na udzie właściciela. – Mrau, mrau, mrau.
– No co tam, kiciaku? – Pogłaskał go po łebku, odrywając rękę od kanaki.
Co masz? Daj trochę. Pachnie smacznym jedzonkiem. Daj trochę, podziel się z mniejszym. Spójrz, jak ładnie proszę. Jak myślisz, po co tak rozszerzam oczy… Daj jeść!

– Znów chcesz jeść? Przecież ci nałożyłem, zanim zrobiłem sobie śniadanie.

Śniadanie? Kiedy to było? Te dziesięć minut temu? Straaasznie daaawno. Nie odpychaj mnie, daj spróbować. Tak ładnie pachnie… a może wcale nie tak ładnie… Nieważne, co będziesz sam jadł? W końcu rodzina powinna jeść razem przy jednym stole. Właśnie, wskoczę ci na kolana, to przynajmniej zobaczę, co masz na talerzu.

– Hej, co robisz? Nie przesadzaj, jadłaś przed chwilą. – Zgonił kotkę na podłogę.

Jakie przed chwilą, to było już wieki temu! Ale… dlaczego nie masz mięska na kanapce, nie ma czego skubnąć. To czym to pachnie? To białe? To nie mięsko.. Mleko? Nie wyglądało jak mleko… Muszę jeszcze raz zobaczyć.

– Kocie! Złaź stąd!

Dziwne, pachnie jak mleko, a nie mleko. No daj spróbować! Będę się tak na ciebie gapić, dopóki mi nie dasz. Nie ruszę się stąd. Jak mi nie dasz, to przyniosę ci pecha. Czarna jestem. Widzisz, już hipnotyzuję cię wzrokiem.

Przed ostatnim kęsem kanapki mężczyzna zgarnął nożem trochę twarogu, nałożył białą kupkę na brzeg talerza i zestawił go na podłogę.

– Miau, miau, miau, miau, miau!!!

 

16.I.2017

 


 

Mruczące, czarne myśli: Myszka

 

– Mrrrauuu.

– O, cześć myszko. – Kobieta wyciągnęła rękę do kotki, która właśnie podeszła do jej biurka.

– Mrau. – Zawsze lubiła drapanie za uchem. – Nie jestem żadną myszką, tylko kotem. – Wskoczyła na kolana właścicielki i wystawiła grzbiet do głaskania. – O, tak, jak miło. No, drugą ręką też, tu pod brodą. Widzisz, jaka jestem milutka, chyba lepiej mnie głaskać, niż te czarne kwadraciki. Mrrr… O, tutaj, poczekaj, już wyciągam łebek, żebyś trafiła w odpowiednie miejsce. A teraz w lewo, tu przy zębach. O nie, znowu ręce ci śmierdzą. To jakiś kwiatek? One się nie nadają nawet do jedzenia. Chwila, poliżę ci place to przestaną tak śmierdzieć. Mrrr, już. Teraz pachniesz mną. No, zdecydowanie lepiej.

Kobieta uśmiechnęła się, drapiąc kotkę w różnych miejscach. Westchnęła, że „nie może” dokończyć myśli, którą zapisywała. Cóż było zrobić, koty mają swoje humory i jak przychodzi, żeby ją pogłaskać, trzeba głaskać.

Mrrr… jeszcze trochę. No… I w czym ja przypominam myszkę? W niczym, żadna nie ma takiego fajnego futerka jak ja. Żadna! Mrrr… ale poganiałabym sobie jakąś… O, chyba coś widzę pod komodą. Jakaś ciemna plamka, to na pewno mysz. Zaraz cię dopadnę!

Zwierzę przechyliło pyszczek w drugą stronę, wyciągnęło łapki, przy okazji wbijając pazury w udo właścicielki i zeskoczyło na podłogę.

– Auuu!!! Ty mały, czarny potworze!

13.I.2017

 


 

Tak naprawdę chciałabym napisać o… wojnie…

 

Może nie do końca o wojnie, ale też nie do końca o Bałkanach. Tak naprawdę ciężko określić – chyba… o moich odczuciach, kiedy przemierzaliśmy wzdłuż Chorwację oraz Bośnię i Hercegowinę.

Pewnie większość z nas wie mniej więcej, co tam się działo i że stosunkowo niedawno, bo ledwo 20 lat temu.

Teraz w tamte rejony turyści i pielgrzymi walą tłumnie. Zwiedzają, modlą się, kąpią w Morzu Adriatyckim, jeżdżą nawet trochę dalej: do Albanii. Wszędzie bezpiecznie, spokojnie, bez paszportów, chociaż to nie strefa Schengen (poza Chorwacją), ale… Ślady zostały. I żałuje, że takich nie ma u nas…

Czytaj dalej —>

 


 

Ćwiczenie na temat tabu

 

Co prawda ćwiczenie miało dotyczyć jednego tematu z listy, ale moja lista to tak naprawdę tylko jeden punkt… Więc chyba siłą rzeczy powinnam coś napisać o brutalnych mordach chrześcijan przez fanatyków w krajach Trzeciego Świata… Tylko, no właśnie, jak można cokolwiek o tym napisać, jeśli tak naprawdę nic się nie wie? Gdzieś w internecie czasami pokaże się jakieś makabryczne zdjęcie z nagłówkiem, krótkim komentarzem i w zasadzie niczym więcej. Skąd więc mogę wiedzieć, czy fotografia nie jest fotomontażem lub inscenizacją, jak to się ostatnio okazało w przypadku fali emigracji z Syrii? Może artykuły, jakie do nas trafiają to też wyssane z palca historie, byle tylko wzbudzić chorą sensację? Internet też jest cenzurowany wbrew pozorom i ciężko określić ile z tego wszystkiego jest prawdą, a ci którzy mogliby powiedzieć prawdę, nie mają dojścia do rzetelnych mediów…

Tak więc wrócę do swojej teorii z pierwszego komentarza pod ćwiczeniem, a nawet ją rozbuduję – jeśli jakiś temat jest uznany za tabu, to znaczy, że powinien przestać nim być. Powinny się nam zapalać w głowach lampki alarmowe: DLACZEGO?!!!

Dlaczego zachodni świat nie pisze o mordach wyznaniowych? Boi się, że to prawda? Boi się, że jeśli to prawda i zacznie się drążyć temat, to okaże się, że fanatycy są na tyle silni, iż nie będziemy w stanie ich powstrzymać? I na zasadzie – nie zaczepiaj gówna, bo będzie śmierdziało – póki o tym oficjalnie nie wiemy, nie mówimy, nie piszemy, to jeszcze spokojnie żyjemy?

W trakcie pisania przyszedł mi do głowy jeszcze jeden temat, który uważam za częściowo zakazany – alkoholizm Polaków. Niby wszyscy wiemy, że nasz naród lubi pić, że wiele rodzin zmaga się z tym problemem, ale… czy ktoś z was pamięta żeby w szkole, liceum, na studiach, ktoś z kolegów otwarcie powiedział, że ma ojca alkoholika? Że matka koleżanki pije? Ja nie pamiętam. Młodzi ludzie wstydzą się tego. No cóż, może problemy rodzinne to rzeczywiście nie powód do chwały, ale to nie ta młodzież powinna się wstydzić, tylko ich
pijani rodzice. To nie dzieci są winne… A w rzeczywistości do dorosłości żyją w przekonaniu, że tylko ich tak los pokarał. I często dopiero po trzydziestce odkrywają, że najlepszy kolega z klasy też miał przerąbane, też błąkał się po podwórku by jak najpóźniej wrócić do domu, albo po szkole szybko wracał i pilnował, żeby rodzic nie zrobił krzywdy młodszemu rodzeństwu, albo nie wydał ostatnich pieniędzy na alkohol…

Jeśli jakiś temat jest zakazany, to tylko w określonym miejscu, czy środowisku.

I jeśli coś jest tabu, to znaczy, że czas zacząć o tym mówić, a nawet krzyczeć!

22.X.2015

 


 

Skradzione Dusze

 

Po przeczytaniu mam mieszane uczucia. W ankiecie oceniłam całkiem wysoko, ale nie max.

Pierwsze wrażenia – duuuży, wręcz gigantyczny plus za prawo magii. Szkoda, że Terry zapomniał o nim w TK. W dobie wszędobylskich portali społecznościach i hejterstwa to prawo, wraz z rozwinięciem, powinno być wszędzie wytłuszczone wielkimi literami.

Trochę mnie wkurzało, że ciągli szli i szli, i szli…. I nie wiadomo kiedy minęło ponad pół książki :) Czytało się jak zwykle szybko i przyjemnie. Przestały przeszkadzać mi krótkie rozdziały, ale za to denerwuje znów urwane zakończenie – akcja przerwana w połowie.

W streszczeniu na okładce była wzmianka o szpiegu. Niestety od samego początku łatwo się domyślić, kto nim jest. Zero zaskoczenia.

Nie zgodzę się, że reakcja Samanthy na końcu jest genialna, po prostu wyszedł z niej niedojrzały wiek i brak życiowego doświadczenia, które by jej najpierw kazało poznać wszystkie fakty (pomimo szalejących w sercu i umyśle emocji), a potem oceniać i wyciągać wnioski.

Nawiązując do wcześniejszych postów, też liczę na wyjaśnienie wszystkich niedokończonych wątków i mieczo-prawdową „wielkanoc” 😀

9.IV.2015

 


 

Trzecie Królestwo

 

Jak to bywa z Goodkindem, książkę czyta się jak zwykle niemal jednym tchem, pomimo zmęczenia i bolących oczu.
Niestety plusów z powieści na powieść jest coraz mniej. Więc zacznę od tych złych wiadomości. Jedna z pierwszych myśli jaka się pojawiła pod koniec książki to: Terry to świnia! Od początku trzyma w napięciu i nadziei, żeby potem….(autocenzura).
Czasami drażni też zbyt mocne rozbicie jednej akcji na mnóstwo rozdziałów, a mnie osobiście pojawienie się pojęcia „czarna magia” – choć zawsze tę czarną (w naszym świecie) utożsamiałam z magią sub. Ale to teraz przestaje być takie oczywiste… Bo w sumie pojęcie się pojawia, ale nie jest rozwijane. No co do magii, to brakuje mi trzynastego… No i chyba już tradycyjnie, jak w WM książka właściwie nie ma zakończenia, a wręcz stanowi dopiero początek do następnej części. A jeśli zapowiedzi Goodkinda na FB się potwierdzą, to w końcu jest na co czekać.

Z dobrych rzeczy, to przede wszystkim już wspomniana na okładce i opisach w sieci, nowa postać Samanthy. Niby młode, wrażliwe dziewczątko, ale jak trzeba … (autocenzura). W tej
części jest jedną z ważniejszych oraz fajniejszych bohaterek i nie raz ratuje Richarda z opresji. Mam nadzieję, że jej potencjał nie zostanie zmarnowany i odegra jeszcze znaczącą rolę w następnej książce i pokaże co potrafi.
Inne pozytywy to już musicie sami wyczytać… co by nie robić spojlerów, jak choćby naprawdę niezłe nawiązania do wcześniejszych powieści.

Oby Rebis nie kazał długo czekać na kolejną część, bo po przeczytaniu tej, już się niecierpliwię, szczególnie jeszcze po odsłuchaniu automatycznej sekretarki Terrego.

21.I.2014