Wizaż śmierci

Prolog

 

        Mężczyzna siedział w fotelu. Czekał w zaciemnionym salonie na dzwonek do drzwi. Zwykle to on przyjeżdżał do modelki, potem zawoził do fryzjera, manicurzystki, czy kosmetyczki, lecz tym razem dziewczyna musiała przyjechać sama. Chciał się przekonać, czy jest gotowa, by stać się prawdziwą gwiazdą. Jego gwiazdą.

       Zanim zaprosił ją do siebie, zorganizował wstępną sesję fotograficzną, a potem jeszcze kilka razy rozmawiał z nią przez telefon i umówił się na spotkanie. Przedstawił różne warianty kontraktu oraz dopytywał o jej oczekiwania. Podobało mu się, że jest bardzo ambitna i otwarta na wyzwania. Uprzedził, że jej praca nie będzie kończyć się na prezentowaniu strojów kąpielowych – modelka miała występować także w skąpej, erotycznej bieliźnie lub pozować do aktów. Po rozmowie przy kawie zaproponował sesję u siebie.

       Niewielkie studio na tyłach domu było już przygotowane. Wreszcie zobaczył na ulicy światła taksówki. Zanim auto dotarło na jego podjazd, wstał i zapalił lampy w korytarzu.

        Przez drzwi usłyszał miarowy, pewny stukot szpilek na chodniku. Na chwilę zamknął oczy i przypomniał ją sobie. Wciągnął głęboko powietrze, uspokajając swoje zmysły.

        Ding-dong – echo poniosło dźwięk dzwonka w głąb domu. Odczekał kilka sekund, po czym otworzył drzwi. Piękna, ciemnowłosa dziewczyna niemal dorównywała mu wzrostem. Przywitał ją całusem w policzek i obejmując delikatnie w pasie, wprowadził do środka. Uśmiechnęła się zalotnie, z gracją kotki zdejmując krótki płaszcz. Był zachwycony. Kiedy prowadził ją do studio, przelotnie spojrzał w wielkie lustro w korytarzu. Wspaniale razem wyglądali, oboje wysocy, szczupli, wysportowani. Ale czy na niego zasługuje? To dopiero zamierzał sprawdzić.

        Na środku planu zdjęciowego stało wielkie łoże przykryte czarnym, atłasowym prześcieradłem. Nie było żadnych poduszek, tylko kratowany zagłówek z jasnego drewna. Przed łożem stały dwa statywy, na jednym ustawiony był aparat fotograficzny, na drugim kamera z wyłączoną kontrolką nagrywania. Wziął aparat i poprosił ją, żeby usiadła wygodnie. Zrobił kilka ujęć. Podszedł do niej i delikatnie zdjął ramiączka sukienki.

        – Jesteś naprawdę bardzo piękna – wyszeptał. – Założyłaś czerwoną bieliznę, jak prosiłem? – Modelka skinęła głową.

        Czuł jej lekkie zażenowanie, gdy muskał palcami skórę, rozpinając zamek. I swoje rosnące podniecenie, kiedy pomagał zdjąć sukienkę. Dziewczyna usiadła skulona na prześcieradle, a on odszedł na bok odłożyć ubranie. Gdy nie patrzyła, przysunął je do twarzy i przez chwilę delektował się zapachem. Ukrył coraz większe pożądanie, wyciągając koszulę na wierzch spodni.

        – Chcę być z ciebie dumny – powiedział, wracając na główny plan. – Ułożę cię, dobrze? – Nie czekając na zgodę, zdjął ręce modelki z kolan.

        Jedno ramię odrzucił do tyłu, lekko się nachylając nad dziewczyną. Przejechał palcami wzdłuż uda i łydki. Zatrzymał się dopiero przy kostce. Chwytając za nią, wyprostował nogę modelki na materacu. Oszołomienie dziewczyny tylko wzmagało jego podniecenie.

        Wstał, wygładził prześcieradło w miejscu, gdzie przed chwilą siedział i podniósł aparat z podłogi. Stojąc przed łożem, podziwiał jasną skórę dziewczyny, kontrastującą z czernią jej włosów i prześcieradła oraz intensywną czerwienią bielizny.

        – Cudownie – westchnął i mimowolnie poprawił coraz bardziej uwierające slipki. – Wspaniale – mówił coraz ciszej, robiąc kolejne zdjęcia.

 


 

Rozdział I

(fragment)

        – FBI! Otwierać!!! – Beatrycze Konieczna usłyszała natarczywe pukanie.

        – Tak, i co jeszcze? – mruknęła do siebie podnosząc się z krzesła i odkładając sztylet na stół.

        W ostatniej chwili przykryła go ściereczką do wycierania stalowego pyłu z polerowania. Nie zdążyła złapać papieru ściernego i zwitek stoczył się na podłogę.

        – Otwierać, policja! – Walenie nie ustawało.

        – Kto tam? – spytała spokojnie, podchodząc do drzwi.

        – Policja – odpowiedział męski głos.

        Cholera, czemu ciągle nie mam tego „judasza”? – pomyślała, przekręcając łucznik.

        Już miała otwierać, gdy przy nodze pojawił się miauczący wniebogłosy kot. Jeszcze tego brakowało, żeby zwiał na schody. Wzięła go na ręce i nacisnęła powoli klamkę, zastawiając uchylone skrzydło kolanem.

        – Pani Beatrycze Konieczna alias Mroczna?

        – Zależy kto pyta. Mogę zobaczyć odznakę? – spytała.   

        Mężczyzna na klatce schodowej niechętnie wyciągnął skórzaną okładkę z kieszeni. Kiedy w końcu pokazał odznakę, zaczęła się histerycznie śmiać. Zatrzasnęła mu drzwi przed nosem. Pobiegła do sypialni po smartfon, rzuciła kota na łóżko i wracając do przedpokoju, włączyła aparat fotograficzny.

        Znów usłyszała pukanie, gdy komórka była już gotowa do robienia zdjęć.

        – Czego? – warknęła, otwierając drzwi.

        – Przyszedłem… – zaczął mówić, ale przerwał na dźwięk migawki.

        – Zaraz naprawdę zadzwonię na policję, jak stąd nie znikniesz w ciągu sekundy! – Pstryknęła kolejne zdjęcie.

        Gdy chciała zamknąć drzwi, jeszcze raz podjął próbę wyjaśnienia.

        – Czy zna pani Janusza Cieplickiego? Jest poszukiwany w pewnej sprawie, jako świadek oczywiście… – Dziewczyna badawczo spojrzała na mężczyznę. – Był umówiony na spotkanie, ale się nie stawił. I mamy poważne powody obawiać się o niego.

        – A co ja mam z tym wspólnego? – Beatrycze przeszukiwała zakamarki pamięci. – Nie kojarzę nazwiska.

        – Ustaliśmy, że jest pani aktywnym członkiem internetowej społeczności, do której dołączył tuż przed zniknięciem. Pseudonim: Farel.

        Oczy omal nie wyszły jej z orbit, gdy usłyszała ksywę. Różnych rzeczy mogłaby się spodziewać, ale nie tego, że policja będzie u niej szukać jednego z fanów ulubionego serialu fantasy . Żeby jeszcze akcja filmów dotyczyła mafii albo szpiegów, ale była o magii i rycerzach… Zupełnie nieprzystające do rzeczywistości i dlatego tak wiele osób się tym pasjonowało.

        – Ma pani pseudonim Mroczna, zarejestrowana już trzy lata i pięć miesięcy. Numer pani konta bankowego to… – zaczął wymieniać przypadkowe cyfry, a Beatrycze robiły się jeszcze większe oczy.

        – Może pan jeszcze raz pokazać odznakę? – przerwała wyliczanie.

        Z wielką niechęcią znów podał dokumenty. Dziewczyna zaczęła je uważnie oglądać. Zdjęcie nie było najlepsze, ale ukazywało mocno zarysowaną szczękę, wysokie czoło, krótkie ciemnobrązowe włosy, gęste brwi i całkiem zgrabny nos – wszystko się zgadzało. Przewróciła odznakę FBI na drugą stronę, pod nią zobaczyła kolejny dokument – amerykańskie ID. Czytała dalej. Wzrost, podany w calach, szybko przeliczyła na około 175 cm. Brązowe oczy. Pasowało. Nie było tylko opisanej  potężnej sylwetki, ale  proporcjonalnej do jego wzrostu. Jeszcze raz przejrzała dokumenty. Na końcu znajdował się identyfikator z napisem „konsultant”.

        – Eryk Weston? – Z zainteresowaniem oglądała nietypowy dokument.

        – Mam podwójne obywatelstwo – odparł sucho, jakby to wszystko wyjaśniało. – Współpracuję z polską policją. Przepraszam za takie najście – odezwał się nagle. – Przyzwyczajenie.

        Ładne mi przyzwyczajenie – pomyślała, unosząc brew i szybko zrobiła zdjęcie dokumentom.

 


 

Rozdział III

(fragment)

Zamknął oczy, rozsiadając się wygodnie w fotelu przed pulpitem. Przypominał sobie każdy szczegół poniedziałkowego spotkania. Od chwili zabrania Moniki spod domu aż do odwiezienia jej z powrotem. Poczuł jak przyjemne ciepło rozchodzi się po podbrzuszu i spływa coraz niżej. Rozciągnął uwierającą bieliznę.

Już wcześniej czuł się osobliwie w jej obecności, nawet kiedy jeździli na manicure i do fryzjera. Wtedy nie zastanawiał się na tym doznaniem. Dopiero teraz skupił się na dziewczynie.

Przywołał w myślach jej obraz, uśmiech, kocie ruchy. Zatrzepotała długimi, czarnymi rzęsami, jakby pytała, czy mu się podoba. Spojrzał na nią – wyglądała cudownie.

Z każdą chwilą coraz lepiej przypominał sobie, jakie robiła na nim wrażenie. Na samą myśl ściskało go w środku. Uświadomił sobie, że w poniedziałek, podczas sesji, zapierało mu dech w piersiach.

Czytaj dalej —>

 

 


 

Rozdział IV

(fragment)

Kiedy skrzypnęły drzwi gabinetu, Beatrycze obróciła się gwałtownie na krześle. Momentalnie stanęła przodem do wchodzącej doktor Iwony Piotrowskiej, opierając się o brzeg biurka.

– Nareszcie! – powiedziała Iwona, patrząc jej głęboko w oczy. – Mamy chwilę dla siebie. – Przekręciła klucz w zamku.

Konieczna zrobiła dwa kroki i mocno przylgnęła do ciała przyjaciółki, wpijając się namiętnie w jej usta. Poczuła powoli rozchodzące się ciepło. Gdy Iwona przygryzła jej wargę, wstrząsnął nią dreszcz. Wzięła zachłanny oddech upajając się zapachem perfum.

– Przepraszam jeszcze raz – wyszeptała do ucha Iwony, poprawiając niesforny blond kosmyk, który uciekł ze służbowego koka lekarki. – Nie mogłam nic powiedzieć – tłumaczyła się między kolejnymi pocałunkami, drżąc z obawy, że jej nie wybaczy. – Ale teraz Zbyszek pozwolił, bo i tak chce z tobą współpracować. – Znów poprawiła kosmyk, wciskając go głębiej w zaczesane do tyłu włosy. – Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że nie muszę już mieć tajemnic. – Wciągnęła głęboko powietrze, uspokajając na chwilę oddech.

Czytaj dalej —>
 


 

Rozdział XI

(fragment)

Kiedy [Weston] dotarł do lasu, kierował się wskazaniami GPS. Nawigacja pokazywała zaledwie kilkaset metrów w linii prostej, ale ukształtowanie terenu otuliny parku narodowego sprawiło, że musiał jechać zarośniętymi drogami w kierunku maleńkiej osady, ledwo widocznej na mapach. Irytował się, że dostępne trasy tylko oddalały go od prawdopodobnej kryjówki Farela. Kiedy wśród bujnej roślinności dostrzegł kontury budynków, skręcił między drzewa i zatrzymał się na najbliższej polance. Poprawił na sobie kamizelkę kuloodporną, sprawdził ukryte w różnych miejscach dwa noże, broń i magazynki. Chwycił komórkę z włączoną nawigacją i ruszył w głąb lasu.

        Początkowo unikał wydeptanych ścieżek, bo nie chciał się za wcześnie ujawniać, jednak puszcza była tak gęsta, że tylko doświadczony traper dałby radę się przedrzeć. Kilkanaście metrów przed nim przebiegł dzik. Weston ruszył jego śladem, licząc na jakiś korytarz wśród gąszczu. 

        Wreszcie przyspieszył kroku, uważając jednocześnie, by nie stąpać na gałęzie i nie robić hałasu. GPS wskazywał cel coraz bliżej, jednak Weston nigdzie nie dostrzegał żadnego budynku.

        Po kolejnych kilku minutach, które zdawały mu się trwać znacznie dłużej, zauważył coś ciemnego między drzewami. Zwolnił. Przeszedł jeszcze kilka kroków dziką ścieżką, a gdy miał znów ukryć się w gęstwinie, coś chrupnęło pod stopą. Nim zdążył się zorientować, gruba lina ukryta pod ściółką pociągnęła go z impetem w górę. Lecąc bezwładnie, uderzył prawą ręką w konar i wypuścił pistolet. Kiedy spojrzał w dół, by sprawdzić, gdzie spadła broń, zobaczył drąg lecący wprost na jego głowę. W ostatniej chwili podciągnął się w górę, unikając uderzenia.