Czekoladki z pieprzem

Jestem w trakcie przygotowania tomiku opowiadań z bloga “Czekoladki z pieprzem”. Poniżej znajdziecie fragmenty oraz linki do opublikowanych już tekstów. Całość, mam nadzieję, już niedługo w formie książki.

 

Ostatni pociąg

 

Wysiedli z tramwaju i popędzili przez wiadukt nad torami. Pociąg już stał przy peronie. Wojtek nerwowo spojrzał na zegarek. Dwie minuty. Zdążą. Złapał oddech i pobiegł dalej. Nagle za sobą zamiast stukotu obcasów, usłyszał brzęk barierki. Baśka siedziała na mokrym, oblodzonym asfalcie z wykrzywioną stopą. Kiedy zawrócił w jej stronę, krzyknęła:

         – Biegnij! Przytrzymaj konduktora! Dogonię cię! – Szybko zdjęła but i pokręciła stopą raz w jedną, raz w drugą stronę. – Biegnij!!! – Wstając widziała, jak Wojtek zbiegał na peron. – Szlag! Na pewno to odchoruję… – warknęła i zdjęła drugi but.

         W samych skarpetkach, ale pewnym krokiem ruszyła do pociągu. Obserwowała kolegę, który kłócił się z konduktorem i pokazywał na nią ręką. Pobiegła wprost na nich.

– Zgłupiała pani? – Kolejarz machnął ręką na widok jej przemoczonych nóg.

– Lepsze to, niż siedzieć na dworcu do rana – uśmiechnęła się do mężczyzny, który dał znak do odjazdu.

 

***

 

– Jesteś stuknięta – powiedział Wojtek, gdy tylko zajęli wolny przedział. – Będziesz chora.

– A co miałam zostać sama na dworcu?

– Zostałbym z tobą.

Spojrzała zaskoczona.

– Przecież jutro rano musisz być w pracy.

– Daliby sobie radę jeden dzień beze mnie, a ty w nocy na stacji Łódź Fabryczna… wątpię. – Wrzucił swój bagaż na półkę i usiadł naprzeciw Baśki.

Zdziwiła się, kiedy jej plecak został na siedzeniu, a jeszcze bardziej, gdy położył jej stopy na swoich kolanach i zaczął ściągać skarpetki.

Czytaj dalej —>

 


 

Zaufanie (cz. 3.)

 

Postawił oszronioną puszkę na stole.

– Przyda ci się coś na odstresowanie.

– Dzięki, nie trzeba. – Ledwo spojrzała na zimne piwo.

– A ja chętnie ochłonę. – Wziął puszkę i zaczepił paznokciem za zawleczkę. – Nie masz nic przeciwko? Wiesz, nie przywykłem do wykonywania anonimowych telefonów na pogotowie z jednorazowych numerów.

Kiedy otworzył napój, spojrzała na niego z obrzydzeniem. Wypił mały łyk, czekając na jej reakcję.

– Ja też nie. – Wbiła wzrok w blat stołu. – Naprawdę nie możesz sobie darować? – powiedziała z wyrzutem.

George sięgnął po szklankę i nalał jej połowę zawartości.

– Od tego się nie upijesz.

– Mówiłam już, że nie chcę – warknęła.

– Nigdy nie piję bez zagryzki. – Postawił salaterkę z żółtym serem pokrojonym w kostkę. Sięgnęła po przekąskę. – Przepraszam, musiałem sprawdzić.

– Co takiego? – Kawałek sera zatrzymał się tuż przed jej ustami.

Czytaj dalej —>

 


 

Zaufanie (cz. 2.)

 

Kiedy rano zadzwoniła komórka, kobieta wyrwana z głębokiego snu, sięgnęła ręką do szafki nocnej i po omacku przeciągnęła placem po ekranie telefonu. Dłoń zawisła na brzegu łózka.

Nie chcę, nie chcę… to nie ma sensu… – kolejny dzień z rzędu to były jej pierwsze myśli, gdy dzwonił budzik. – Wytrzymaj jeszcze trochę i będziesz miała na kolejny bilet – powtarzała sobie, zanim wygrzebała się z pościeli. Lecz wciąż nie wiedziała dokąd…

Komórka zabrzęczała jeszcze raz. Wtedy uświadomiła sobie, że to nie budzik, tylko oczekujące połączenie. Zmusiła się do otworzenia jednego oka i wzięła telefon. Wielkie litery na wyświetlaczu pokazywały napis: George. Znów wyrzucała sobie, że pozwoliła mu wejść do mieszkania, że pozwoliła na wspólny dzień, że dała mu niepotrzebną nadzieję… Podniosła się na łokciu i spojrzała na spakowane kartony. Musi mu w końcu powiedzieć, że nie ma na co liczyć.

Czytaj dalej —>

 


 

Zaufanie

 

– Chyba wcale nie chcę się dowiadywać, jak zachowujesz się po pijaku…

– Dlaczego? Liczyłem na to, że poznasz mnie w różnych okolicznościach.

– A powinnam? – rzuciła pytanie w przestrzeń i zdjęła kurtkę z krzesła. – Lubię twoją inteligencję, ale teraz poszła na daleki spacer.

– Nie przesadzaj, nie jest jeszcze tak źle…

– Nie chcę wiedzieć, jak jest gorzej. Do zobaczenia… kiedyś… – Zarzuciła kurtkę na plecy i wyszła.

 Nie, nie mogę znów się pchać w takie bagno! – myśli krzyczały, podsuwając czarne scenariusze. Zacisnęła pięści i oparła się o ścianę, jeszcze na schodach klubu.

 – I co, zostawisz mnie tu samego? – Wybiegł za nią ze środka.

Czytaj dalej —>

 


 

Usłane różami

 

Jeszcze zanim otworzyła do końca drzwi, poczuła zapach róż. Zdziwiła się, bo zwykle róże mają bardzo delikatny aromat, wyczuwalny tak naprawdę po wsadzeniu nosa między płatki. A teraz zapach był naprawdę intensywny. Przez chwilę zastanowiła się, czy nie zapomniała o jakimś święcie, rocznicy, albo imieninach swego faceta. Ale nie… Wszystkie ważne daty były dość odległe. Może goście się zapowiedzieli i Tomek użył różanego płynu do sprzątania?

Weszła do środka i jak zwykłe najpierw zdjęła buty, a potem rzuciła torebkę na półkę pod lustrem. Zrobiła kilka kroków i syknęła z bólu.

– Co jest do…

– Niespodzianka! – Tomek wyskoczył radośnie z sypialni.

Powoli, ostrożnie przykucnęła i podniosła z podłogi to coś, co boleśnie ukuło ją w stopę. Zdziwiona patrzyła na piękną, czerwoną różę. Kiedy Tomek zapalił światło w korytarzu, zobaczyła, że kwiaty wypełniały całą jego powierzchnię, od wejścia aż do sypialni, a potem do łóżka.

– To naprawdę bolało – powiedziała w końcu

– Przepraszam, miały być bez kolców…

– No cóż…  i tak będę musiała cię za to ukarać. – Przeszła do sypialni i sięgnęła po pejcz wiszący przy zagłówku.

 

27.VI.2017

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *