wiersze
Wciąż płynę
Jakiś czas temu odkopałam tomik poezji, który skleciłam w liceum. W czasach chodzenia na wieczorki poetyckie i pchania się na scenę, z wielką dumą, że coś mogę przeczytać przed publicznością.
Teraz , jak bumerang, powraca myśl, żeby go wydać… Tak bardziej profesjonalnie, z numerem ISBN, z redakcją, korektą, dopracowaną okładką…
Niektóre wiersze wciąż się nadają do publikacji… Jak na przykład ten – “Wciąż płynę”, który odświeżyłam podczas słuchania “Polskiego Topu Wszech Czasów”. Na 64. miejscu w radio pojawił się KAT. I znów coś mną trzepnęło…
Wielka Ryba
Wciąż jestem w szoku po wydarzeniach z wczorajszego dnia.
Otóż trochę przypadkiem, dotarłam na warsztaty poetyckie białostockiego WOAKu pod hasłem: „SONET jako gatunek literacki i jego językowo-wizualne konstrukcje” prowadzone przez znaną polską poetkę – Krystynę Konecką.
Po dość rozbudowanej części teoretycznej, gdzie pani Krystyna przypominała, czym jest sonet, nagle poinformowała słuchaczy, że teraz mają sami napisać wiersz.
Blady strach padł na połowę sali, gdyż niektórzy nie piszą praktycznie w ogóle wierszy rymowanych (np: ja), a co dopiero sonetów o skomplikowanej konstrukcji . Byli też i tacy, którzy poezją na co dzień się nie zajmują, poza jej czytaniem. Na pociechę pani Konecka miała już przygotowany pierwszy wers, do którego trzeba było dopisać jeszcze trzynaście.
I jak to bywa, każdemu wyszło coś innego, a co najważniejsze – coś wyszło. I kiedy już wszyscy odetchnęli z ulgą, że dali radę, organizatorzy poprosili o oddanie tekstów, bo zamierzają wydać antologię, upamiętniająca nasze spotkanie. Po zebranych przeszedł zimny dreszcz, jednak pani Krystyna okazała niezwykłe wsparcie dla początkujących twórców sonetów. Pomagała liczyć sylaby, sprawdzała rymy, redagowała.
I takim oto cudem napisałam pierwszy w życiu sonet pod tytułem „Wielka Ryba”.
Warsztaty odbyły się we wsi Sokole koło Michałowa. Po drodze z przystanku mijaliśmy 250-letni dąb, który został posadzony podczas zakładania wsi.
20. rocznica
Bo pisanie mam we krwi…
Ale o tym dowiedziałam się stosunkowo niedawno 🙂 czyli 20 lat temu. Wtedy to skleciłam swój pierwszy wiersz, a kiedy w ciągu kilku następnych dni powstały kolejne wierszydła-straszydła, zaznaczyłam datę 15-I-1995 roku w kalendarzu „na czerwono”.
Nigdy nie byłam cudownym dzieckiem, które od samego początku wiedziało, że zostanie pisarzem. W szkole tego nie uczyli. I dopiero jako nastolatka w VI LO spotkałam wspaniałą polonistkę, która rozbudziła nowe zainteresowania.
Tak więc z tej okazji zamieszczam najnowszy wiersz pt. „Porcelanowy Jubileusz”.
Dla Margoo
Wierszyk powstał z okazji urodzin Margoo, prawie rok temu. Do tej pory znało go tylko kilka osób i został uwieczniony w książce podróżnej naszej Ksieni.
Teraz pora, żeby „Wezwanie” ujrzało światło dzienne.
Na początek trochę poezji
Te wierszydła – straszydła już krążyły trochę po świecie, więc nadszedł najwyższy czas, żeby je opublikować jakoś konkretniej. Nie są pierwszej świeżości, ale chyba się za mocno nie zestarzały.
Na początek 3 teksty, które mają już kilka lat: „A.D. 2009”, „Zniszczenie”.






