Spotkanie

 

         Gdy weszła do gabinetu, wszyscy już na nią czekali. Iwona nieruchoma w fotelu obserwowała tylko zachowanie pozostałych. Ita wygładzając fałdy długiej sukni, co kilkanaście sekund zmieniała jej kolor, a znudzony Jason czubkiem wojskowego noża czyścił paznokcie.

         Ledwo przekroczyła próg, poczuła na sobie ciężkie spojrzenia zebranych. Niepewnie usiadła w ostatnim wolnym fotelu. Zastanawiała się, dlaczego były tylko cztery. Wydawało się jej, że terapeutka powinna dołączyć do rozmowy, a nie siedzieć z boku, przy swoim biurku. W ogóle była zdziwiona, że psycholożki nie było. Nigdy się nie spóźniała.

         – Gdzie pani Kasia? – spytała Ewa, przerywając niezręczną ciszę.

         – Kasia… – mruknęła Ita – chyba bardziej pospolitego imienia nie można było znaleźć. – Zmieniła barwę sukni z ciemnozielonej na czarną. – Od razu lepiej. – Odchyliła materiał i z niesmakiem spojrzała na zestawienie sukni z beżowym oparciem. Chwilę się zastanowiła i położyła dłoń na fotelu. Zmienił kolor na śnieżno-biały. Uśmiechnęła się zadowolona z efektu.

         – Anna – powiedziała niespodziewanie Iwona.

         – Co, Anna? – Ita przechyliła głowę, zaszczycając Iwonę spojrzeniem.

         – Anna jest chyba jeszcze pospolitszym imieniem.

         – Racja. – Ita oparła się o zagłówek, oglądając teraz sufit.

         – Gdzie ona jest? – Ewa nie dawała za wygraną.

         – Po co ci ona? – spytał zimno Jason.

         – No przecież…

         – Co przecież? – Wytarł ostrze o nogawkę. – Po co ci jakaś obca baba? Jak chcesz z nami pogadać, to wystarczy zawołać.

         Iwona wydawała się być równie zaskoczona reakcją Jasona, jak Ewa.

         – Serio? Wystarczy zawołać? Nie zauważyłam do tej pory – warknęła Ewa.

         – Bo nie chciałaś zauważyć – Jason jak zwykle się nie cackał.

         – O czym ty mówisz? Żeby nie pani Kasia, to bym nie wiedziała o twoim istnieniu…

         – Bo nie chciałaś wiedzieć – powtórzył.

         – Ewka! – Ita zmroziła ją wzrokiem. Wystarczył jeden ruch, jedna myśl czarodziejki i by jej nie było. Wcisnęła się mocniej w fotel. – Sama nas wymyśliłaś, jak mogłaś tego nie zauważyć? – Ewa nie widziała, co odpowiedzieć. – O, Stwórco! Oddałaś jej całą swoją pamięć?! – Ita przeniosła spojrzenie na Iwonę.

         – Tej marnej kopii? – Jason westchnął z irytacją.

         – Marnej kopii? – Iwona wstała z fotela. – To dzięki mnie świat o was usłyszał.

         – Litości… nawet nie masz swojej historii, osobowości, nic. Datę urodzenia również masz Ewki. – Ita też wstała.

         Chociaż była tego samego wzrostu co Iwona, Ewa odniosła wrażenie, że Ita wypełniła całą wolną przestrzeń w gabinecie. Zrobiło się ciemniej, jakby nagle zachmurzyło się za oknem. Ewa z przerażeniem obserwowała całą sytuację. Jak to oddała pamięć Iwonie? Dlaczego nie było pani Kasi? Ona na pewno pomogłaby zrozumieć.

         – Siadać – rozkazał Jason grobowym głosem.

         Ita głośno wypuściła powietrze i opadła na fotel. Iwona niechętnie usiadła.

         – Mam odwagę, żeby publikować wasze historie.

         – Też mi odwaga – prychnęła Ita. – Chowasz się pod wymyślonym nazwiskiem. Co ja mówię, wymyślonym? Pożyczonym, od ksywy kolegi.

         – O czym wy mówicie? –  wtrąciła się Ewa drżącym głosem.

         – Bardziej, o kim. – Jason pstrykał zapięciem futerału na nóż.

         – Właśnie, o kim? – Iwona rzuciła zadziornie, ale reszta ją zignorowała.

         – O tobie, Ewo – Jason pochylił się do przodu, patrząc jej głęboko w oczy.

         – Nic nie rozumiem… Poczekajmy na terapeutkę… – Czuła łzy cisnące się do oczu.

         – Ale po co? Wszyscy są w tym pokoju. – Ita okrążyła dłonią pomieszczenie. – Tylko niepotrzebnie przekazałaś jej swoją pamięć. – Znów spojrzała z obrzydzeniem na Iwonę. – Mogę to naprawić. W końcu sama dałaś mi moc.

         – Wiem, że zaczęłam pisać o potężnej czarodziejce, ale nie skończyłam… Nie chciałam nikomu mówić, zanim nie wymyślę zakończenia.

         – No, i ja upubliczniłam to za ciebie, moja droga. – Iwona pochyliła się do Ewy.

         – I po jaką cholerę? – Jason pstryknął zapięciem wyjątkowo głośno, aż Ewa podskoczyła w fotelu. – Jakby naprawdę chciała, to by opublikowała opowiadania. W swoim czasie. Po co było poganiać?

         – Była gotowa, tylko o tym nie wiedziała.

         – To teraz zupełnie nic nie wie. Zrobiłaś z niej amebę. – Jason odrobinę uniósł głos.

         – Nic nie zrobiłam, przecież mnie też stworzyła! – Iwona próbowała się bronić.

         – Stworzyła, nie stworzyła… nie ważne, bo i tak wszystko przez ciebie – zawyrokowała Ita.

         – A chorą tkankę należy usunąć. – Jason wyjął nóż i opuszkiem kciuka sprawdzał jego ostrość.

         – Spokojnie. Najpierw musimy połączyć ich umysły, żeby Ewa nie została amebą na zawsze. Szkoda byłby jej inteligencji i pomysłów.

         – Nic jej nie będzie.

         – Jesteś pewny? Teraz miewa zaniki pamięci. To w pociągu, to zakupy walentynkowe… – Ita hamowała zapędy Jason.

         – Też mi zaniki… – zbagatelizował.

         – Ale jak jej przekazała pamięć… trzeba ją przywrócić, zanim coś zrobisz…

         – Co miałbyś zrobić? – spytała Iwona z coraz większym przerażeniem.

         – Matko, zabrała jej pamięć, inteligencję, a nic nie kuma. – Jason nie mógł powstrzymać złości.

         – Nie byłoby was, żeby nie ja! – krzyknęła Iwona.

         – Hahahaha!!! – Jason zatoczył się, wstając z fotela. – Byłem tu na długo przed wami dwiema. – Wyszeptał prosto w ucho Iwony, stając za jej plecami.

         – Co takiego?

         – Baaardzo długo… – Iwonę przeszył dreszcz.

         Jason zwinnym ruchem stanął przed nią i chwycił za gardło, podnosząc kilka centymetrów nad ziemię.

         – Sprężaj się, Itka.

         Czarodziejka w ułamku sekundy chwyciła dłonie Iwony i Ewy. W pokoju rozpętała się burza. Błyskawice przestawiały po wszystkich po kolei. Książki pospadały z półek, a dokumentacja pani psycholog fruwała pod sufitem.

         Jak nagle się zaczęło, tak nagle skończyło. Ewa osłupiała opadła na swój fotel. Iwona z trudem łapała powietrze, kurczowo trzymając się ramienia Jasona.

Ita kucnęła przed Ewą i przyłożyła dłoń do jej czoła. Głęboko spojrzała w oczy.

         – Wreszcie wszystko zrozumiała. Operacja przebiegła pomyślnie.

         – No i git! – Uśmiechnął się Jason, gdy wbijał nóż pod żebra Iwony.

         Wciąż trzymając ją w powietrzu, swoim zwyczajem przekręcił ostrze. Zacharczała, a z ust wypłynęła strużka krwi. Zwolnił uścisk i Iwona bezwładnie spadła na podłogę, uderzając o fotel.

         – Co ze stroną pod jej nazwiskiem? – spytała Ita

         – Przeniesiemy do archiwum i zrobimy nową dla Ewy. Pokieruję nią. – Z rozkoszą wytarł nóż o spodnie. Polizał czubek ostrza i schował do pochwy. – Zajmiesz się tym bajzlem?

         – Jasne. – Ita wyciągnęła dłoń i cały pokój wraz z nimi rozpłynął się w powietrzu.

 

***

 

         Ewa obudziła się zlana zimnym potem. Gwałtownie usiadła na łóżku. Była roztrzęsiona. Za oknem zapadał zmrok. Sięgnęła po komórkę, żeby sprawdzić godzinę, ale telefon wyślizgnął się z wilgotnej dłoni i z hukiem uderzył o podłogę.

         – Co się stało? – Marek pojawił się natychmiast w drzwiach sypialni. – Kiedy się obudziłaś?

         Ewa wciąż drżała, nie dała rady nic powiedzieć, z trudem powiodła wzrokiem za komórką. Marek podniósł ją i podał dziewczynie. Wcisnęła przycisk, ekran rozświetlił się na kilka sekund. Popołudniowa drzemka trwała ledwie godzinę.

         – Coś ci się śniło? – Marek objął ją. – Rany, jesteś cała mokra. Załóż suchą koszulkę. – Gdy chciał zdjąć z niej bluzkę, Ewa nagle przywarła do niego mocno obejmując ramionami. – Wymyśliłem nowy layout do twojej strony. Mam nadzieję, że ci się spodoba. Przerzucisz teksty bez problemu, a potem rozkminimy, jak połączyć profile na „międzymordziu”.

 

28.IV.2017